Oswajanie ślubnego potwora.
Nadchodzi Wasz wielki dzień. Pierścionek zaręczynowy lśni na palcu ukochanej, przypominając o sile i powadze związku. Przed Wami szereg decyzji do podjęcia – od stylu zaproszeń, kroju sukni i garnituru, rodzaju muzyki do zabawy, wielkości sali, menu na weselu do wyboru obrączek i świadków,
środka transportu na ceremonię i fotografa – a to i tak jeszcze nie wszystko. Jeden dzień, a tyle przygotowań. Jeden dzień, lecz o jakiej wadze. Kilka słów wypowiedzianych wspólnie przed ołtarzem, a jakie konsekwencje. U niektórych zaczynają pojawiać się wątpliwości, obawy i lęki…
Kobiety najczęściej przesadnie martwią się o takie detale jak łzy, które zepsują im makijaż w kościele albo, że pomylą słowa przysięgi czy zemdleją. Mężczyźni bardziej obawiają się utraty wolności po ślubie (np. męskich wypadów na piwo z kolegami) i konieczności walki z kawalerskimi przyzwyczajeniami. Coraz częściej jednak i kobiety przejawiają obawy przed laty przypisywane jedynie panom – dobrze wykształcone i odnoszące sukcesy zawodowe pragną stabilizacji i miłości, dzielenia życia z ukochanym, lecz zupełnie zniechęca je do małżeństwa wizja czekających na nie obowiązków jako żony i matki. Chcą się realizować zawodowo, spełniać swoje marzenia i awansować. Nic więc dziwnego, że nie wyobrażają sobie znalezienia czasu na gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, a potem jeszcze opiekę nad dzieckiem. Część kobiet nagle uznaje, że jeszcze się nie wyszumiała, bo stale uczestniczyła w pogoni za sukcesami i dochodzą do głosu niepozamykane sprawy – np. urwany kontakt z byłym chłopakiem bez słowa wyjaśnienia czy porzucona pasja sportowa, na którą – w ich przekonaniu – w małżeństwie na pewno nie będzie czasu. Okazuje się, że nagle narzeczony ma same wady i ciągle czymś irytuje – w dzień są kłótnie a w nocy płacz, że to chyba jednak nie ten, że trzeba swój wybór dobrze kolejny raz przemyśleć. Kobiety wbrew pozorom nie różnią się całkowicie od mężczyzn i mają z nimi troszkę wspólnego – głód przygód, ochota na przeżycie czegoś wyjątkowego, flirtowanie z kolegami z pracy oraz balansowanie na granicy wierności i zdrady to reakcja na świadomość „ostatniej szansy”, odreagowywanie silnego stresu i chęć udowodnienia sobie, że istnieje inna opcja. Mężczyźni posiadają umiejętność życia z myśleniem najwyżej o dniu jutrzejszym, natomiast kobiety zadręczają się obawami o to czy mężczyzna utrzyma rodzinę, gdy ona będzie musiała zostać z dzieckiem w domu, kto będzie odbierał je z przedszkola i nim opiekował, gdy będzie chciała wrócić do pracy. Myśli w głowach ludzi oczekujących na dzień własnego ślubu mogą przypominać tornado porywające z korzeniami nadzieje na dobre życie, zamieniające słońce ich wspólnie pięknie przeżytych chwil w pioruny zwątpień i grad niechęci, a w następstwie prowadzić może do raniących słów, bezpodstawnych pretensji, lęków wyjętych z przysłowiowego kapelusza, a nawet – w najgorszym razie – do rozstania. Czy tak musi być? Oczywiście, że nie! Nie macie pojęcia ile zależy od Was samych!
Każde z Was wyrosło w innym domu, miało różnych rodziców, odmienne doświadczenia, marzenia zrealizowane i nigdy nawet niewyjawione oraz braki. Te ostatnie często zostają niedoceniane. Niesłusznie. Wpływają one bowiem na naszą przyszłość i związki. Osoba, która nie dostała dostatecznie dużo miłości jako dziecko często szuka jej desperacko w dorosłym życiu i wciąż się rozczarowuje. Próbuje manipulować kolejnymi partnerami, pragnie zaspokojenia tego niedosytu, lecz bez skutku. Nie zdaje sobie bowiem sprawy z tego, że bezwarunkowa miłość przysługuje tylko i wyłącznie dzieciom. W dorosłym życiu, w poważnym związku nie będzie kochana tylko dlatego, że jest (jak ją kochała matka), ale będzie musiała coś z siebie dawać i wciąż iść na kompromisy, będzie akceptowana mimo swoich wad, ale z oczekiwaniem partnera, że sama również zaakceptuje jego wady i zalety. Podobnie będzie z osobą, która doświadczyła przemocy w dzieciństwie lub jest DDA (dorosłym dzieckiem alkoholika) – swoje traumy może projektować na swoim partnerze, który w najmniejszym nawet stopniu nie jest odpowiedzialny za doznane przez nią krzywdy sprzed lat. Może pojawiać się lęk przed byciem ofiarą w związku małżeńskim. To jednak jest wewnętrzny problem jednej osoby, a nie całego związku. Warto wtedy przyjrzeć się temu w gabinecie psychoterapeuty, ponieważ partner może nie udźwignąć tego typu problemu i nie będzie nam w stanie kompetentnie pomóc, a gdy będziemy usiłowali zapomnieć o sprawie, prędzej czy później ona wypłynie i niestety negatywnie wpłynie na naszą relację. Nasze oczekiwania i marzenia w konfrontacji z rzeczywistością mogą okazać się bolesne i trudne do przełknięcia, ale warto czynić to z pokorą i miłością, a nie roszczeniowo. Ideałów nie ma, lecz często zbyt późno się o tym przekonują tak modne ostatnio singielki z wielkich miast z pokaźną sumą na koncie i pustym mieszkaniem, które nieudolnie próbują wypełnić kotem czekającym na nie po pracy. A przecież wiadomo – im jesteśmy starsi, tym trudniej zerwać z pewnymi nawykami, mniej nam się chce starać dla kogoś i ciężej nam uwierzyć, że zmiana jest możliwa. A gdy taka singielka znajdzie sobie koleżankę żyjącą według podobnej filozofii to istnieje mała szansa, by cokolwiek uległo kiedykolwiek zmianie. Wtedy szuka się wspólnie coraz nowszych argumentów na to, że jest dobrze tak jak teraz, a porządni mężczyźni wyginęli albo, że żaden nie zrozumie tego jak ważna jest dla kobiety kariera zawodowa, a usidlić się w kuchni nie można pozwolić.
Gdy czujemy, że dosięga nas lęk warto zadać sobie pytanie czego dokładnie on dotyczy – jedna osoba będzie się bała samej uroczystości i np. ośmieszenia, gdyby coś się nie udało, a inna zależności od partnera (co ma najczęściej miejsce, gdy nasza zależność od rodziców była w naszym odczuciu bardzo silna czy wręcz toksyczna). Obawy mogą dotyczyć mnóstwa zagadnień. Najważniejsze jednak jest to, co z tym zrobimy. Na pewno nie powinniśmy się wpędzać w poczucie winy ani myśleć o sobie źle. Ślub jest początkiem nowego etapu w życiu człowieka i byłoby wręcz podejrzane, gdybyśmy tego nie przeżywali. Róbmy to jednak mądrze. Bądźmy dla siebie przyjaciółmi – amerykanie już dawno odkryli cudowne działanie zaopiekowania się sobą. Nauczmy się dbać o siebie, szczególnie w stresującym momencie. Nie odmawiajmy sobie dobrej komedii, gdy czujemy się przygnębieni ani relaksującej kąpieli, gdy czujemy napięcie w ciele i przemęczenie. Dobrym pomysłem jest także kawałek czekolady (poprawia humor!), włączenie ulubionej muzyki albo drzemka (gdy jesteśmy bardziej wypoczęci przejawiamy więcej pozytywnego myślenia!).
Obawa czy niepokój są emocjami, które mają tę właściwość, że tak jak nagle się pojawiły tak wkrótce przeminą. Warto pochylić się szczerze nad nimi i odpowiedzieć sobie na pytanie, co sprawiło, że się w nas pojawiły i dlaczego. Wymaga to spojrzenia wgłąb siebie i sporej samoświadomości, ale nikt tego za nas nie zrobi, a uciekanie przed sobą w związek jest jedną ze stromych dróg prowadzących do samotności – nasz cień zawsze nas dogoni i lepiej wcześniej niż później spojrzeć mu w twarz. Często może nas to zresztą mile zaskoczyć – to, że bycie samemu czy samotna refleksja nad życiem są niewygodne powie wiele osób, lecz nie da się przecenić wartości tego czasu i wagi odpowiedzi udzielonych samemu sobie. Świat zalewa nas informacjami, żyjemy w ciągłym hałasie i tłoku – warto zdać sobie sprawę gdzie jest nasze miejsce, w czym się odnajdujemy i co jest naprawdę nasze. Wielkim dramatem są sytuacje, w których młody człowiek jest namawiany czy wręcz przymuszany do małżeństwa przez członków rodziny, bo osiągnął już pewien wiek, w którym nie wypada być samemu albo tak bardzo im się spodobała druga połówka, że nikogo innego sobie przy nim nie wyobrażają. Małżeństwo musi być zawsze naszym wolnym i uczciwym wyborem.
Pamiętajmy, że nigdy nie wolno nam zapomnieć o dialogu z ukochaną osobą. Nie ma nic owocniejszego niż szczera rozmowa, w której wyrazimy swoje obawy i nadzieje i będziemy umieli wzajemnie się wysłuchiwać. Problemy, które nosimy w sobie w tajemnicy przed światem mają to do siebie, że rosną jak balon i czasem już po kilku dniach wydają się nam nie do zniesienia. Podzielenie się z partnerem tym, co się w nas dzieje jest nie tylko dowodem głębokiego zaufania, ale również niezwykle umacnia związek, przyczynia się do lepszego poznania się oraz zwiększa naszą bliskość i zaangażowanie – druga osoba czuje się współodpowiedzialna, może nas wesprzeć. W atmosferze szacunku, ciepła i zaufania możemy dzielić się swoimi oczekiwaniami względem partnera i naszego wspólnego życia, ale nie mamy prawa wymagać od drugiego człowieka, gdy nie zaczęliśmy od wymagania od samego siebie. W związku, który stale się rozwija pracują nad sobą i relacją dwie osoby, a nie jedna. Satysfakcja jest wtedy również podwójna! Niespodziewanie okazuje się, iż można połączyć ambicje zawodowe kobiety z wychowywaniem dziecka i prowadzeniem domu (zatrudnienie niani czy pomocy domowej), a lęk przed utratą „ja” czy swoich pasji można łatwo znieść poprzez dobrą organizację czasu pracy i wypoczynku. Gdy ma miejsce akceptacja kochających się ludzi dotyczy to także ich wewnętrznych światów, do których mają potrzebę czasem wypłynąć. Nie jest to zagrożeniem dla ich miłości czy wierności, bo to ich ubogaca, uspokaja, daje sens i radość – wracają z tych podróży lepsi i stęsknieni. A co za tym idzie – o wiele rzadziej ma szansę się pojawić lęk. A co robić, gdy ów lęk pojawi się przy ołtarzu podczas ceremonii ślubnej? Wziąć głęboki, spokojny wdech, pomodlić się i uśmiechnąć do naszego partnera – nie tylko dla nas ten moment jest wyjątkowy, nie jesteśmy sami. I odtąd już nigdy nie będziemy.
Małgorzata Ziółkowska
