Kapelusze.
Przez wiele lat eleganckie nakrycie głowy było obowiązkową częścią stroju zarówno damskiego jak i męskiego. Nie tylko chroniło przed słońcem czy zimnem, ale również określało status społeczny.
Były czasy, kiedy jedynie najubożsi chodzili bez nakrycia głowy lub w czapkach czy chustach.
Przez wieki kapelusz zmieniał się, podobnie jak i inne części garderoby. W XVIII i XIX wieku każda elegancka kobieta musiała mieć chociaż kilka kapeluszy. Jedne zakładano np. do teatru, inne do stroju wizytowego, a jeszcze inne na co dzień. Wtedy to na głowach noszono pióra, koronki, kwiaty – komponowane niczym rajskie ogrody. XX wiek przyniósł zmiany w modzie. Zmieniły się również nakrycia głowy. Na damskich głowach pojawiły się najpierw małe klosze (lata 20.), potem kapelusze w męskim stylu (lata 30.), jak również tzw. fascynatory, czyli niewielkie ozdoby z piór, woalek, cekinów itp. Pomimo tych zmian w modzie wciąż niewyobrażalne było pojawienie się na ulicy bez nakrycia głowy, rękawiczek i torebki. Nawet w okresie wojennym kapelusze miały mocna pozycję. Po II wojnie światowej tkaniny na odzież były reglamentowane, a wszystkie buty niemal identyczne. Jedynie nakrycia głowy można było zdobyć bez kartek. Tylko one pozwalały wyróżnić się z tłumu i zachować indywidualność. W latach 60 nakrycia głowy przestały przypominać klasyczne kapelusze. Zbliżyły się wyglądem do czapki. Eleganckie, piękne, ręcznie wykonane kapelusze utraciły swoją pozycję! Również lata 80 i 90 nie były dla nich łaskawe. Na głowach królowały czapki bejsbolówki, berety i czapy. Większość zakładów modniarskich w tamtych czasach wymarło śmiercią naturalną.
Na szczęście w XXI wieku kreatorzy i styliści przypomnieli sobie o tym co najpiękniejsze w nakryciach głowy. Kapelusze, toczki, fascynatory, stroiki wróciły do łask i są przedmiotem pożądania wielu fashonistek.
Ślub jest jedną z tych okazji, kiedy można pozwolić sobie na największe kapeluszowe szaleństwo. Mirtowy wianek i biały welon straciły swoje symboliczne znaczenie i coraz częściej panny młode zamieniają je na kapelusiki, stroiki z kwiatów i piór, a w szczególności toczki z woalkami. Trend ten nie ominął również panów. I oni wracają do cylindrów i meloników. A goście weselni? Cóż, idąc za ciosem, ich też można poprosić o założenie kapeluszy. Jako ciekawostkę dodam, że w Wielkiej Brytanii kapelusz jest wręcz obowiązkowy dla matek państwa młodych. Może i u nas przyjmą się te arystokratyczne nawyki.
Modne staje się organizowanie wieczorów panieńskich, na których panie robią sobie ozdoby do włosów, w których pojawią się na ślubie i weselu.
Z pewnością każda z nas zauważyła, że zdarzają się również ozdoby samochodów młodej pary w postaci cylindra i wianka. To jest zarówno oryginalna ozdoba pojazdu, jak i wyraźny znak powrotu do klasycznych nakryć głowy.
Gdybym miała wskazać faworyta wśród zamawianych w mojej pracowni modeli, to bez wahania wskażę sizalowy toczek z dużą ilością piór, perełkami i woalką zachodzącą na twarz, a na drugim miejscu umieściłabym woalkę upięta na grzebieniu lub przepasce. Ogromnym powodzeniem cieszą się też wspomniane wcześniej fascynatory. Mają różne rozmiary. Od ogromnych do zupełnie malutkich. I zawierają w sobie oczywiście wszystko, o czym w skrytości marzy każda kobieta – barokowy przepych!
Małgosia Wybrańska
