On i ona w toalecie i w łazience.
Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie nie tylko na pierwszy rzut oka. Różnice są znacznie głębsze i nie jest to żadnym odkryciem. Inaczej myślimy, inaczej reagujemy, inaczej postrzegamy świat, a przede wszystkim inaczej wyrażamy swoje uczucia. Jednak w tym artykule z cyklu "Ona i on" zajmiemy się czymś bardzo przyziemnym, a jednocześnie dotyczącym nas wszystkich. Oto kilka różnic w zachowaniach damsko-męskich w toalecie i łazience.
Wyobraźmy sobie scenkę z życia wziętą. Impreza w lokalu. Przy jednym ze stolików siedzi grupa przyjaciół. Powiedzmy trzy pary. Tradycyjna imprezowa pogawędka, trochę śmiechu, trochę plotek. Nagle jedna z pań np. Kasia oświadcza:
- Przepraszam, ale muszę was na chwilkę opuścić. Gosia, idziesz ze mną?
- Oczywiście. - odpowiada Gosia.
- To ja też pójdę. - przyłącza się Zosia. Po czym wszystkie panie udają się radośnie w kierunku toalety.
I co? I wszystko gra. A teraz wyobraźmy sobie tę samą scenę, tylko spróbujmy zastąpić wszystkie damskie imiona męskimi. Np. Stefan, Krzysztof i Piotr. Eeech. Chyba coś nie tak. Jakoś w naszej kulturze faceci nie chodzą razem do toalet, a przynajmniej się do tego nie zachęcają i, patrząc z mojego (męskiego) punktu widzenia, niech tak lepiej pozostanie.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że dziewczyny zawsze razem chodzą do toalety. Tak było, jest i będzie. I chyba jest w tym wszystkim jeszcze drugie dno. Tak, jak panowie idą do toalet w jednym konkretnym celu, który załatwiają możliwie najszybciej, jak się da i wychodzą (myjąc, mam nadzieję, ręce), tak dla pań sprawa wygląda zupełnie inaczej. Idą owszem w wiadomym celu, ale nie tylko. Dla wielu z nich toaleta jest jakby damskim azylem, który idealnie nadaje się do spotkań towarzyskich w damskim gronie. Można tam nie tylko poprawić makijaż, ale i poplotkować, nawiązać znajomości, wymienić się doświadczeniami i uwagami, a nawet odbyć coś w rodzaju sesji terapeutycznej. M.in. z tego powodu pobyt w damskiej toalecie nie ma limitu czasowego. I jedno jest pewne. Im więcej pań w środku, tym dłużej może to potrwać. Analogicznie, nazbyt gadatliwy facet w ubikacji byłby albo szerokim łukiem ominięty, albo szybko z niej wykopany. Tak już jest.
Oprócz toalet publicznych są jeszcze domowe. A w nich przedmiot, który jest źródłem najczęstszych konfliktów małżeńsko-toaletowych, czyli. deska klozetowa. Panie upierają się, że powinna być opuszczona a panom wygodniej jest z podniesioną. I najgorsze, że w tej sprawie nie znajdziemy kompromisu. Ktoś musi ustąpić i zaakceptować nawyki drugiej strony. Nie ma zmiłuj.
Przy tej okazji warto przypomnieć stary, ale jakże życiowy dowcip:
- Ilu mężczyzn potrzeba do wymiany rolki papieru w toalecie?
- Nie wiadomo, bo jak dotąd fakt taki nie zaistniał.
Przejdźmy teraz do łazienki. Czy wiecie, że nawet podczas mycia zębów inaczej się zachowujemy? Panowie zazwyczaj głowę mają nieruchomą niczym posągi i całą pracę szczotkowania wykonują ręką, paniom natomiast zdarza się pełna synchronizacja głowy i dłoni, jakby myjąc zęby chciały czemuś zaprzeczyć.
A co jest najczęstszym źródłem konfliktu w łazience? Oczywiście chlapanie. Czy to podczas mycia, czy kąpania, panowie, zachowują się, jakby chlapiąc, zaznaczali swój teren. Nie robią tego celowo, tylko tak jakoś. I wymaga to wielkiej cierpliwości, sztuki dyplomacji, a ostatecznie perswazji ze strony kobiety, aby wyegzekwować od samca wycieranie po sobie zaznaczonego terenu. Oczywiście o spłukiwaniu wanny, zlewu, czy brodzika nie ma nawet co wspominać.
Wszystkie podawane przeze mnie przykłady zachowań są pewnym uogólnieniem i z góry przepraszam tych, którzy kwalifikują się jako wyjątki. To bardzo dobrze, że takie osoby są. Dowodzą tylko, że można nauczyć się trudnej sztuki kompromisu we współżyciu z partnerem. I z pewnością dzięki temu unikają wielu sytuacji konfliktowych. Nie oceniajmy, nie krytykujmy, tylko miejmy świadomość, że jeśli wasz partner się tak zachowuje, nie jest jakimś dziwolągiem z kosmosu. Z pewnością da się z nim żyć. (tom)
