Ona na starcie, on chciałby do mety.
Stało się. W tym artykule z serii „Ona i on” dotkniemy wreszcie tematu seksu. No cóż, nie można pisać o relacjach damsko-męskich, pomijając tak ważny element wspólnego życia. Co prawda nie da się w jednym krótkim artykule omówić tematu, o którym
napisano setki, jeśli nie tysiące książek, nadal go nie wyczerpując. Obiecuję jednak, że do spraw seksu będziemy co jakiś czas powracać.
W swoich zachowaniach kobiety i mężczyźni bardzo się różnią. Dotyczy to oczywiście również sfery erotycznej. Powszechne jest przekonanie, że mężczyźni pragną przede wszystkim seksu, panie zaś romantyzmu. Jestem w pełni przekonany, że w tym twierdzeniu jest nie tylko ziarno, ale cały worek ziaren prawdy. Co oczywiście nie oznacza, że od reguły nie ma wyjątków. Są kobiety, które w pragnieniu seksu nie ustępują w niczym mężczyznom, a i kilku romantycznych panów też się znajdzie. Ale do rzeczy.
Statystyczny mężczyzna w kwestii seksu działa jak poduszka powietrzna w samochodzie. Jest gotowy do akcji właściwie w ułamku sekundy. Wystarczy tylko lekki bodziec do startu, niewielkie zderzenie i natychmiast ze schowka wyskakuje ogromna i gotowa do spełnienia swej funkcji poduszka. A facet? Dokładnie tak samo. Również wystarczy lekki bodziec, delikatne zderzenie, i już jest „gotowy do użycia”.
Kobiety działają w tej sferze zdecydowanie inaczej. Jeśli miałbym zestawić ich gotowość do seksu z jakimś powszechnie znanym urządzeniem, to przychodzi mi na myśl dobre żelazko. Od podłączenia do prądu do stanu pełnej gotowości, musi minąć trochę czasu. Żelazko musi się nagrzać, aby potem, już rozgrzane, trzymać ciepło bardzo długo. I, o czym wiele kobiet wie, żelazko potrafi być bardzo wydajne. Jednym dobrze rozgrzanym żelazkiem można wyprasować te same spodnie wielokrotnie, z każdej strony i to raz za razem. Praktycznie bez przerwy, aż po prostu przejdzie ochota na prasowanie.
W przypadku poduszki powietrznej to tak nie działa. Raz odbezpieczona oczywiście eksploduje. Jednak zaraz po tym, jak spełni już swoją funkcję, nie nadaje się do kolejnego użycia. Ucieka z niej powietrze i, co tu dużo gadać, flaczeje. Aby w naszym samochodzie poduszka zadziałała ponownie, trzeba go odprowadzić do serwisu, poddać regeneracji, a to musi potrwać. Ale przecież nie o poduszkach i żelazkach miałem pisać.
Jak pogodzić w związku dwie skrajnie różne potrzeby partnerów? Myślę tu o tzw. szybkim seksie, na który wielu panów ma dość często ochotę i potrzebie przytulania bez podtekstu seksualnego, bez której wiele pań nie czuje się spełnionych w związku. To właśnie ta potrzeba jest przez wielu panów źle odczytywana. Chyba nie ma pary, której nie zdarzyło się to nieporozumienie. A wygląda to zazwyczaj tak: ona do niego podchodzi i patrząc z ufnością prosto w oczy, tonie w jego ramionach. Czasem namiętnie go całuje, czasem opiera swą głowę na jego piersi i tak zastyga. Chciała by się po prostu przytulić i nic więcej. Dla niego jest to wyraźny i dość często źle interpretowany sygnał do rozpoczęcia gry wstępnej. Niestety, drogie panie, postarajcie się zrozumieć, męski sposób myślenia jest prosty i nieskomplikowany jak schemat gwoździa. Akcja równa się reakcja. Podczas każdego zbliżenia (przytulenia) mężczyźni są natychmiast gotowi na więcej. Oczywiście nie oznacza to, że chcę w ten sposób usprawiedliwić to niekontrolowane męskie pożądanie. Co to, to nie. Jednak bez właściwej komunikacji między partnerami będziecie skazani na częste nieporozumienia.
Niestety, to kobieta musi wyjaśnić swemu mężczyźnie, że potrzebuje od czasu do czasu (albo częściej) po prostu przytulenia - i nic więcej - a on musi się z tym pogodzić. Powinien to zaakceptować i sprostać wyzwaniu. Ale i wy, drogie panie, powinnyście się liczyć z tym, że może warto się czasem zrewanżować i ulec mu w tzw. szybkim seksie. Bez gry wstępnej, tu i teraz, szybko zacząć i szybko skończyć. Jak wcześniej wspomniałem, dla wielu panów jest to tak ważne, że spędza im sen z powiek.
Chciałbym być przy tym dobrze zrozumiany. Nie proponuję wam prowadzenia grafiku, czy jakiejś księgi rachunkowej. Jedno przytulenie za jeden szybki seks. To nie tak. To nie giełda ani kurs walut. Podstawą dobrego związku jest dawanie, a nie roszczenie i branie. To oboje, sami z siebie, musicie dać swojemu partnerowi/partnerce tego, czego on/ona potrzebuje. I tyle. Tę swoistą wymianę proponuję jako formę zadbania o potrzeby partnera, jako wdzięczność, jako dar miłości, a nie rozliczenie rachunku. Doprowadzenie do sytuacji typu: „nie będzie seksu, bo zalegasz mi dwa przytulenia” byłoby początkiem końca. Nie tędy droga. Im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz. A dawanie jest piękne wtedy, gdy jest bezinteresowne. (TT)
