Ona, on i ich reakcje na tragedie.
W jednym z poprzednich felietonów wspominałem już o damskiej potrzebie wygadania się i jakże częstej - i błędnej - męskiej reakcji typu „proszę, oto rozwiązanie”.
Tym razem chcę omówić ten temat z nieco innej strony. Przeanalizujmy zachowania kobiet i mężczyzn w odniesieniu do tragicznych zdarzeń, które jednak nie dotykają ich osobiście. Dzisiejsze programy informacyjne dostarczają nam tysiące powodów do przejmowania się tragicznym ludzkim losem. Spadające samoloty, trzęsienia ziemi, zamachy terrorystyczne czy powodzie są najlepiej sprzedającym się towarem prasowym. Niestety, w tak nienormalnych czasach przyszło nam żyć i musimy się w tym jakoś odnaleźć.
Z pewnością każdy zauważył, że w obliczu nieszczęścia czy tragedii kobiety i mężczyźni reagują zdecydowanie inaczej. Panie zazwyczaj eksplodują emocjami. Panowie raczej starają się je ukryć. Panie czują potrzebę otwartego wyrażania swoich uczuć. Najpierw reagują płaczem, westchnieniem czy choćby mową ciała. Panowie zachowują się tak, jakby przyjęli tę informację do wiadomości i starali się poradzić sobie z jej analizą w samotności.
Większość kobiet odczuwa potrzebę dość regularnych spotkań z innymi kobietami. Należy przecież omówić ze szczegółami zaistniały problem tak, jakby dotyczył je bezpośrednio. Można by to chyba nawet nazwać formą terapii grupowej, na którą większość mężczyzn nigdy by się nie zdecydowała.
Jak zazwyczaj przebiega spotkanie w tylko męskim gronie? Panowie na męskich spotkaniach nie otwierają się przed sobą. Jeśli rozmowa dotyczy jakichś bieżących tragicznych wydarzeń, to zazwyczaj omawiane są techniczne przyczyny zaistniałego problemu lub ewentualne jego teoretyczne rozwiązania. Dotykanie jakiejkolwiek sfery uczuciowej jest raczej niezwykle rzadkie. Dość często zdarza się, że panowie opowiadają sobie dowcipy o różnych autentycznych, tragicznych wydarzeniach. Dowcipy, które większość pań uznałaby za niesmaczne, nie służą jednak wyśmianiu danego nieszczęścia. To jest łatwa metoda na omówienie zdarzenia, bez konieczności ujawniania swoich uczuć na jego temat i bez narażania się na okazywanie wzruszenia. Właściwie dla wielu mężczyzn jest to metoda uniwersalna, z pomocą której można omówić większość spraw, również tych osobistych. Co ciekawe, dla większości kobiet potraktowanie tych samych spraw w ten sposób byłoby nie do przyjęcia i traktowane jako kompletny brak wrażliwości.
Tak to już jest, że nawet, gdyby jakiś tragiczny temat pojawił się podczas rozmowy w szerszym towarzystwie, nikt nie zmusi mężczyzny do ujawnienia jego emocji.
Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na biologiczny aspekt zagadnienia. Bo właśnie reagowanie, może nie tyle żartem, co śmiechem na różne tragiczne wydarzenia może mieć swoja przyczynę również w biologii i wtedy płeć nie ma żadnego zdarzenia. Zarówno panowie, jak i panie mogą zareagować śmiechem w obliczu tragedii a płaczem na dobrą wiadomość. Odpowiadają za to dwa związki wydzielane przez nasz organizm, czyli endorfiny i enkefaliny. Pierwsze pojawiają się we krwi a drugie znajdują się w łzach. Ich działanie jest bardzo podobne. Wydzielenie endorfin podczas dłuższego ataku śmiechu może wprowadzić nasz organizm w stan bardzo podobny do upojenia alkoholowego. Zauważcie, że czasem taki śmiech kończy się płaczem. I bynajmniej nie dlatego, że zrobiło nam się przykro. Po prostu uśmialiśmy się do łez. Podobne reakcje w naszym organizmie zachodzą w sytuacjach trudnych, smutnych czy bolesnych. Większość ludzi reaguje płaczem, ale zdarzają się przypadki, i to nierzadko, że ktoś wybuchnie śmiechem, tzw. śmiechem przez łzy. W takich sytuacjach endorfiny i enkefaliny pomagają nam złagodzić ból. Są pewnego rodzaju środkiem znieczulającym. Każdy z nas reaguje inaczej. Nie oznacza to jednak, że jedni są bardziej wrażliwi od drugich. Czasem wynika to z chemii organizmu, a czasem z naszej siły psychicznej.
Podsumowując: bez względu na płeć czy chemię organizmu, najważniejsze jest znaleźć swój własny skuteczny sposób na radzenie sobie z problemami, zarówno osobistymi, jak i tymi zewnętrznymi i, co nie mniej ważne, musimy też nauczyć się akceptować i z szacunkiem podchodzić do zachowania innych osób w takich sytuacjach. W końcu każdy z nas jest tylko człowiekiem.(t.r.)
