Ona - robi zakupy, a on - nieco zagubiony
Zawsze, gdy myślę o wspólnych małżeńskich zakupach, przypomina mi się dowcip o dwóch facetach szukających w hipermarkecie swoich żon. Moim zdaniem idealnie oddaje rzeczywistość. Mężczyźni na zakupach się nudzą, męczą, a co niektórzy nawet dostają szału. Po kilkunastu minutach pchania wózka między regałami zwyczajnie potrzebują rozrywki, a rozmyślanie nad tym, co jeszcze do niego wrzucić, do ulubionych rozrywek nie należy. Większość panów pozbawiona jest genu odpowiedzialnego za robienie zakupów. U kobiet natomiast jest on nadzwyczaj rozwinięty. Krótko mówiąc, my, faceci nie lubimy robić zakupów, za to kobietom są one niezbędne. Czasem nawet jako forma psychoterapii. Podobno zakupy są tańsze niż regularne wizyty u psychiatry.
Przez chwilę skupmy się jednak na panach. Samotny mężczyzna w hipermarkecie to naprawdę rzadkość. Zjawisko takie możemy wytłumaczyć tylko na dwa sposoby. Albo wpadł kupić olej do samochodu, bo właśnie zauważył jego niedobór, albo jego żona jest chora i wysłała biedaka na zakupy. Łatwo ich jednak odróżnić. Pierwszy pędzi prosto do regału z artykułami motoryzacyjnymi, bierze co potrzebne i chwilę później niecierpliwi się już w kolejce przy kasie. Drugiego rozpoznamy tuż przy wejściu, po trzymanej w ręku karteczce z „listą rzeczy do kupienia”. Paradoksalnie, gdy mężczyzna robi zakupy samodzielnie, jest z tego powodu znacznie mniej poirytowany, niż gdy musi w tym procederze towarzyszyć żonie. Przemierza wtedy błyskawicznie między regałami ze wspomnianą karteczką w ręku. Niczego nie ogląda, niczego nie porównuje, nie zauważa nowości ani promocji. Pędzi dzielnie ze swoim wózkiem od puszki z groszkiem, przez papier toaletowy, do regału z napojami, by wreszcie zatrzymać się u celu swej podróży z napisem „kasa”. W tym samym czasie kobieta jest w stanie co najwyżej zaliczyć pierwszą lotną premię pod nazwą „kosze z towarami promocyjnymi”, które jak wiadomo zawsze znajdują się tuż przy wejściu.
Wydawać by się mogło, że idealnym sposobem na bezstresowe zakupy dla kobiety i mężczyzny jest robienie ich oddzielnie. Niestety. Kobiety, nie wiedzieć czemu, uwielbiają mieć swojego partnera przy sobie, podczas sobotnio-niedzielnych ceremonii zwiedzania hipermarketów. Czy w takim razie jest choćby drobna szansa na wspólne, nie rujnujące małżeńskiego spokoju, zakupy? Cóż, podobno nadzieja umiera ostatnia. W związku z tym mam nadzieję, że tych kilka porad Wam pomoże.
Po pierwsze, pozwólcie swoim mężom pchać wózek. Większość facetów woli to robić. Nienawidzą tego, ale chcą to robić. Dlaczego? Ponieważ to im daje choć namiastkę poczucia, że cokolwiek w tym hipermarkecie kontrolują. Zgodnie z zasadą: „nie wiem, gdzie szukać śmietany, ale za to ja decyduję, którędy po nią pójdziemy”.
Jak wiadomo od czasów prehistorycznych, mężczyzna to myśliwy-zdobywca i bardzo chętnie się tą cechą wykaże, jeśli tylko mądra żona da mu ku temu okazję. A jak? To już bardzo proste. Wystarczy tylko, że co kilka minut rzuci mu drobne, acz precyzyjnie określone wyzwanie, jak np.:
- Kochanie. Na tamtym regale są butelki z olejem. Czy mógłbyś przynieść półlitrową szklaną butelkę z olejem z oliwek z firmy XYZ?
Albo:
- Kochanie. Na końcu tego regału znajduje się cukier. Czy mógłbyś przynieść najtańszy, jaki znajdziesz?
Pamiętajcie, aby, gdy już wykona zadanie, pochwalić go i podziękować. Poczuje się wtedy ważny i doceniony. Zróbcie to nawet, gdyby wspomniane zadanie wykonał błędnie. Przecież jeśli pomyli produkty, możecie je nieco później wymienić, przejeżdżając ponownie, niby przypadkiem, obok właściwego regału i głośno oświadczając, że zmieniłyście zdanie co do wspomnianego produktu.
Uwaga! Nigdy, ale to przenigdy nie stawiajcie przed swoimi mężami zadania typu:
- Kochanie. Przynieś płyn do płukania tkanin.
Wykonanie tak niesprecyzowanej prośby to dla mężczyzny mission imposible. Jeśli w ogóle odnajdzie regał z tymi produktami, to, gdy tam już dotrze, dowie się, że jest wiele zapachów i kolorów, różne pojemności, różni producenci i, co najgorsze, bardzo różne ceny. Oczywiście weźmie jedną z butelek, ale same przyznacie, że szanse trafienia na właściwą ma znikome. A taki błąd zniechęci go do zakupów jeszcze bardziej.
Pamiętajcie, że mężczyzna to duże dziecko i, jak każdemu dziecku, trzeba czasem kupić zabaweczkę. Nie zaszkodzi spytać, czy przypadkiem mu czegoś nie trzeba. Może to być gazeta, kawa, coś do jedzenia czy przysłowiowe piwo. Niech poczuje, że w tych zakupach jest również coś tylko dla niego.
Na koniec mała dygresja. Oczywiście wszyscy zauważamy, jak świat się zmienia. Dla wielu mężczyzn wybawieniem z koszmaru obowiązkowych zakupów staje się Internet. Zarówno te ulubione produkty, jak i te konieczne można zakupić, nie ruszając się z domu. Szybko, bo zakupy nie zajmują wielu godzin. Tanio, bo zazwyczaj kupuje się bezpośrednio od producentów. I wygodnie, bo podczas zakupów siedzimy sobie w kapciach w fotelu z kubkiem gorącej kawy w ręku. Oczywiście, jak twierdzi wiele osób, nie wszystko da się kupić przez Internet. Hmm… Być może, ale i tak warto spróbować.(tt).
