W ostatnich latach mówi się coraz częściej, że liczba rozwodów rośnie. Jeżeli jednak zapytać kogoś, dlaczego tak się dzieje, to bardzo trudno jest uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Znam kilka osób z bliskiego otoczenia, które się rozwiodły. Chciałbym na podstawie ich doświadczeń przyjrzeć się dokładniej temu problemowi. Może w ten sposób da się uratować czyjś związek. Może dla kogoś jeszcze nie jest za późno.

     Prawie zawsze zaczyna się tak samo. Dwoje ludzi poznaje się, zakochują się w sobie i zaczynają planować swoją wspólną przyszłość. Bardzo często w pary dobierają się osoby o bardzo różnych, nierzadko przeciwstawnych charakterach, zgodnie z powiedzeniem, że przeciwieństwa się przyciągają. Ale nie jest to regułą. Zastanawiałem się, jak jednym słowem nazwać to coś, co decyduje o wyborze partnera. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że jest to atrakcyjność.
Atrakcyjność to nie koniecznie uroda. Może nią być siła fizyczna, mądrość, dowcip, poczucie bezpieczeństwa, kreatywność, namiętność, subtelność, pieniądze, status, cokolwiek. Zawsze znajdziemy w partnerze to coś, co będzie nas w nim pociągać.
Dobrze, jeśli jest to coś bardziej trwałego niż pieniądze. Jedno z moich znajomych, rozwiedzionych małżeństw było oparte na tej właśnie atrakcyjności. Z chwilą pojawienia się problemów finansowych ten związek po prostu się rozpadł i nikt nie próbował go nawet ratować. Znikło to, co ich do siebie zbliżyło.
Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć, że tak się musiało stać. Zgodzimy się wszyscy, że niemądre jest liczenie na trwałość związku opartego na atrakcyjności finansowej. Zwłaszcza, że dziś nie każdy ma wpływ na stabilność swoich finansów.
Zastanówmy się nad atrakcyjnością w ogólniejszym sensie. Jak to jest, że w dniu ślubu jesteśmy dla siebie atrakcyjni, a w dniu rozwodu już nie. Zadajemy sobie pytania: co się stało? Co się zmieniło? Co zrobiliśmy źle? Czym sobie na to zasłużyliśmy?
Wstępując w związek małżeński niby wiemy, że obok chwil szczęścia czekają nas też trudy życia codziennego. Wierzymy jednak, że właśnie z naszym mężem (żoną) przebrniemy przez to zwycięsko. I zazwyczaj na początku tak właśnie jest.
Pełni nadziei wchodzimy w życie. Niestety, czasami po pewnym czasie coś zaczyna się zmieniać.
Jeśli krótko znamy partnera, może okazać się, że jest zupełnie inny, niż nam się to początkowo wydawało. Czujemy się wtedy oszukani. Być może to, co było w nim dla nas atrakcyjne, nie zmieniło się, ale zostało przysłonięte cechami, których wcześniej nie zauważaliśmy, a które zaczynają nam bardzo przeszkadzać.
Dawnymi czasy, gdy oboje pochodzili z tej samej wioski czy środowiska i znali się od dzieciństwa, ten problem nie istniał. Może dlatego dawniej małżeństwa były trwalsze. Dziś poznajemy się na ogół jako dorośli ludzie. Najlepiej więc, jeśli znamy partnera na tyle długo, że zdążyliśmy poznać wszystkie jego zalety i wady i nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Jeżeli nadal jest on dla nas atrakcyjny, to wydawałoby się, że nic nie grozi naszemu związkowi. Ale czy na pewno? Należy zadać, a raczej cały czas zadawać, sobie pytanie: czy ja nadal jestem atrakcyjny dla mojego partnera? Uwaga! Zwróćcie szczególną uwagę na to pytanie: "czy ja nadal jestem atrakcyjny dla mojego partnera?", a nie "czy mój partner nadal jest atrakcyjny dla mnie?"
W wielu ludziach tkwi przekonanie, że mój mąż czy moja żona należy do mnie i będzie ze mną do śmierci, więc już się nie muszę starać. Życie pokazuje, że tak nie jest. Mąż (żona) to nie tatuaż, który bez względu na okoliczności zostaje z nami na zawsze. Przez całe życie partner musi starać się być atrakcyjnym dla drugiego. Powtórzę -  mam na myśli nie urodę, ale to coś, co spowodowało, że on (ona) nas zauważył.
Jeśli przestaję być atrakcyjnym dla partnera, muszę się liczyć z tym, że go stracę. Nie zawsze musi to się kończyć rozwodem, ale kto chce żyć w zimnym, obojętnym związku, w którym miłość zaczyna zmieniać się w przyzwyczajenie, namiętność stygnie, a i przyjaźń jest rzadkością? Postanawiamy się rozstać i chyba nigdy nie jest to decyzja nagła. Problem narasta niekiedy nawet latami, aż w pewnym momencie coś pęka i już nie ma odwrotu.
Jeżeli w takim małżeństwie są dodatkowo dzieci, to zaczyna ono przypominać spółkę cywilną, w której mąż i żona pełnią rolę wspólników próbujących znaleźć kompromis w zarządzaniu firmą-rodziną.
Uważam, że aby tego uniknąć trzeba dbać zarówno o swoją atrakcyjność dla partnera, jak i o atrakcyjność związku dla obojga. Przez cały czas kokietować, uwodzić, umawiać się ze sobą na randki itp. To nie jest samonapędzający się mechanizm. Związek należy bez przerwy pielęgnować.
O przyczynach rozwodów prawdopodobnie można by napisać książkę. Jest ich pewnie milion. Mimo to ludzie nie przestają wstępować w związki małżeńskie. Mają nadzieję, że dzięki temu znajdą drogę do szczęścia, bo przecież mają do niego prawo. I to jest właśnie wspaniałe.
Zachęcam Was byście przyglądali się innym małżeństwom, tym udanym i tym mniej szczęśliwym, studiujcie genezy rozwodów i wyciągajcie z nich wnioski, byście dzięki cudzym doświadczeniom uniknęli wielu własnych problemów w tej walce o wspólne szczęście.
Kochajcie się, żeńcie i wychodźcie za mąż i cieszcie się sobą póki starczy Wam sił! (To)